Zwiadowca w Dol Guldur

Światło księżyce ślizgało się po starych, omszałych murach twierdzy Dol Guldur. Mrok zagnieżdżony w pustych oczodołach okiennic zdawał się obserwować wszystko co otacza twierdzę. Śledzić każdy ruch otaczającego ją świata. Szum drzew, pomruk strumienia i ciszę nocy  przerwało rytmiczne uderzenia łap. Jeździec wargów, zwiadowca. Zbliżał się do twierdzy, pędząc na złamanie karku. Olbrzymi wilk jednym susem przeskoczył wyrwę w starym murze, okrążył dziedziniec i zatrzymał się przed kasztelem. Rosły ork zeskoczył z siodła i ruszył w kierunku budynku. Przekroczył zniszczoną przez czas bramę i zagłębił się w mrok twierdzy. Przeszedł przez stary hol i skierował swoje kroki w kierunku schodów prowadzących do lochów.

Zwiadowca po dłuższej chwili dotarł do jednej z komnat położonej w na najniższym poziomie zamczyska. Ork zatrzymał się, zaczął się nerwowo rozglądać we wszystkich kierunkach. – Panie! Przynoszę wieści o naszych wrogach! Mrok w sali zaczął gęstnieć, powietrze zrobią się ciężkie.

Za plecami zwiadowco coś się poruszyło. Zaskrzypiała stal, cichy syk wydał wprawiony w ruch materiał szaty. – Mów zatem, jakie to wieści – zimny metaliczny głos odbił się echem po komnacie. – Wolni chcą się zebrać na Polach Gladden, podobno mają się tam z kimś spotkać… – ork zamilkł na chwilę – Z kimś ważnym. – Rozumiem… Zbierz resztę sług i ruszaj na Pola Gladden. Tym razem postarajcie się mnie nie zawieść – stalowa rękawica zacisnęła się na rękojeści miecza. – Tak, Panie – ork pokłonił się i zaczął się wycofywać w stronę drzwi.

Tupot ciężkich butów rozległ się na schodach, ork wypadł na dziedziniec, dopadł warga. Wskoczył na siodło i smagnął wilka batem. Bestia zawyła głośno i ruszyła drogą na wschód. Cisza znowu zagościła nad twierdzą Dol Guldur, a wyścig na Pola Glladen się zaczął.