Narada w Imladris

Srebrne światło księżyca wlewało się do komnaty przez wysokie okno, oświetlając trzy postacie pochylone nad rozpostartą na stole mapą. W nocnej ciszy do uszu zebranych w pomieszczeniu dochodził szmer tysiąca strumieni i wodospadów przepływających przez Rivendell, przerywany raz po raz dźwięcznymi głosami elfów ucztujących na zewnątrz.

Człowiek odziany w bogate szaty barda pierwszy przerwał milczenie: – A więc Pola Gladden? – W jego głosie słychać było niepewność. Już tydzień wczytywał się w niewyraźne litery, starając się odtworzyć z fragmentów starego dziennika trasę zaginionej karawany i wzrok powoli odmawiał mu posłuszeństwa.

– Na to wychodzi. – Odpowiedział mu siedzący po drugiej stronie stołu wędrowiec, wyglądający na uczonego. – Jeśli dobrze odczytaliśmy znalezione zapiski, a wszystko na to wskazuje, tam leży cel naszych poszukiwań. – po jego wyglądzie również było widać długie godziny spędzone nad dokumentem. Spojrzał na elfkę siedzącą po jego prawej stronie. Ta wpatrywała się w strumienie księżycowego blasku i wydawała się być nieobecna myślami, jednak po chwili spojrzała na uczonego bystrym wzrokiem.

- Myślę, że macie rację. Nasza droga wiedzie na Pola Gladden. Czy to jednak dobry pomysł tam iść? Nie mam pojęcia.

- Co masz na myśli? – Spytał bard. – Czy Pola nie leżą blisko Twojego domu?

- To prawda, Taur-e-Ndaedelos, czy też Mroczna Puszcza jak wy, ludzie, ją nazywacie, w rzeczywistości leży niedaleko. Jednak bezpieczne granice leśnego królestwa Thranduila rozciągają się na północ od Pól Gladden. Znacznie bliżej znajduje się południowy kraniec lasu… – Po twarzy elfki przemknął prawie niezauważalny cień.

- Dol Guldur, Wzgórze ciemnych mocy… – powietrze zdało się zgęstnieć po tych słowach, a światło wypełniające pokój na chwilę jakby przygasło.

Dwaj towarzysze wstrzymali na chwilę oddechy. Nazwa była im znana, co prawda z podań i legend, jednak ton głosu poddanej Thranduila sprawił, że poczuli ciarki. Krążyły plotki, o Cieniu, który gęstniał w leśnych ostępach, jednak świadectwo samego mieszkańca lasu sprawiły, że przestali łudzić się tym, że plotki są tylko plotkami.

Widząc ich strach powiedziała pocieszająco: – Wiedzieliśmy jakie ryzyko bierzemy na siebie zgadzając się pomóc w poszukiwaniach grobu. Nie mogliśmy wszakże zostawić tego człowieka samego z jego problemem. Niebezpieczeństwa czyhają na każdym kroku. Nie idziemy jednak samotnie. Nasi sprzymierzeńcy są naszą siłą.- Słowa te wlały odrobinę otuchy w serca dwóch mężczyzn.

- Zatem postanowione – powiedział mędrzec. – Idziemy na Pola Gladden. Trzeba poinformować lorda Elronda o naszych przemyśleniach i zasięgnąć jeszcze jego rady. I musimy odpocząć przed tak długą i ciężką wyprawą. Gońcy wyruszą o świcie z wiadomością do naszych sojuszników, by jak najszybciej wszystkie oddziały były gotowe do drogi. – Wstał i ruszył w kierunku drzwi. Bard po chwili ruszył w ślad za nim.

Elfka zatrzymała jeszcze na chwilę wzrok na skośnych smugach księżycowego blasku, próbując odgadnąć co niesie przyszłość. Chyba nieprędko będzie dane jej zaznać ponownie spokoju Ukrytej Doliny.