To jest rozkaz!

Pod złowrogimi ruinami potężnej niegdyś twierdzy w Carn Dûm, sterczącymi z

ziemi jak pokruszone zęby gigantycznych trolli, zdążyła zebrać się w zasadzie

regularna armia. Sprawiała wrażenie, jak gdyby z grobów powstały upiory, w

ostatnim zrywie próbując odbić swą dawną fortecę.

Przynajmniej takie wrażenie sprawiała z początku. Po kilku dniach bowiem,

gdy wieloplemienna zbieranina nie otrzymała wyraźnych rozkazów, zaczęła się

nudzić i urozmaicać sobie czas wszelakimi rozrywkami. Umbarczycy pili i grali w

kości. Orkowie wymalowali na deskach koślawe podobizny elfów i rzucali w nie,

czym popadnie: kamieniami, zgniłą żywnością, a co bardziej zapamiętali nawet

fekaliami. Później oczywiście wybuchały bójki o to, kto pierwszy trafił w twarz

Goluga. Haradrimowie schwytali gdzieś jakiegoś biednego wieśniaka, po czym,

przywiązawszy go do wbitej w ziemię deski, rzucali naokoło niego nożami – kto bliżej

trafi, ten zdobędzie więcej punktów. Parę razy zdarzyło im się trafić nawet zbyt

blisko…

Wreszcie któregoś dnia w cały środek tego rozgardiaszu wpakował się

poganiacz trolli, prowadząc jednego ze swych podopiecznych na łańcuchu.

Ponaglona odpowiednim rozkazem, bestia złączyła pięści i z całej siły uderzyła nimi

w ziemię. Po obozowisku przeszedł grzmot, zwalając z nóg co wątlejsze istoty.

– Cisza!!! Wrzasnął jeden z orczych generałów, usadowiony na grzbiecie

stwora. – Mam list od Czarnoksiężnika!

Ork podał zwój stojącemu nieopodal haradzkiemu skrybie, ten zaś zaczął

czytać:

Żołnierze Zjednoczonych Sił Władcy Ciemności!

Oko nie śpi i dostrzega waszą bezczynność! Czyżbyście nie znali waszego zadania?

Czarny Pan jest niezadowolony. Wy gnuśniejecie i trwonicie wasze siły na czcze

zajęcia, tymczasem wróg zbiera siły i powoli otacza was jak pająk siecią. Pilnujcie

zajętego terenu i nie przepuszczajcie w jego granice nikogo, kto nie służy Oku. Nie

dajcie wrogowi odkryć swoich pozycji!

Nieposłuszeństwo będzie karane śmiercią.

Czarnoksiężnik z Angmaru