Spotkanie w karczmie

Przy kominku w głównej sali karczmy siedział jegomość w brunatnym płaszczu podróżnym i leniwie sączył z dużego kufla piwo. Wyjrzał przez okno. Szyld gospody kołysał się na coraz silniejszym wietrze, miarowo uderzając w drewniane odrzwia. Zmierzchało.

„Tacy jak on zawsze się spóźniają” – pomyślał nieznajomy i ponownie zatopił spojrzenie w bursztynowym trunku.

Nagle drzwi gospody skrzypnęły cicho i w progu stanęła wysoka, brodata postać w szarej opończy. Szary Przyjaciel. Nareszcie.

Nieznajomy odsunął drugie krzesło, zapraszając przybysza, by usiadł. Ten jednak stanowczym ruchem odmownie pokręcił głową i niecierpliwym gestem nakazał iść za sobą. Przeszli na tył karczmy, do wynajętego przez Szarego prywatnego pomieszczenia.

Starzec niemal wepchnął drugiego mężczyznę do środka, zlustrował obie strony korytarza i dopiero wtedy zamknął ciężkie, drewniane drzwi na klucz. Bez niepotrzebnych wstępów wyjął zza pazuchy list i podał go młodszemu mężczyźnie do przeczytania. Ten szybko przebiegł dokument wzrokiem, który w miarę czytania stawał się coraz bardziej rozgorączkowany.

– A więc szukamy… – zdążył wyartykułować, zanim starzec zamknął mu usta

dłonią.

– Ćśśś! – syknął zniecierpliwiony. – Ściany mają uszy. Przeczytaj to jeszcze raz, tylko w ciszy i zapamiętaj dobrze, a potem wrzuć notatkę do ognia i upewnij się, że został po niej tylko popiół! Mężczyzna w brunatnym płaszczu wykonał polecenie, jednak w jego oczach wciąż czaiło się pytanie.

– Nie rozumiem. Nie rozumiem jednej rzeczy – pokręcił głową.

– Czego nie rozumiesz, młody człowieku? Mówże, tylko, na ognie Balrogów, zachowaj najwyższą dyskrecję – wróg nie śpi!

– Szary Przyjacielu, nie sądzisz, że do tej misji lepiej nadawałby się Mulirandir Thalion? Wydaje się, że ma w takich sprawach sporo doświadczenia…

– Mulirandir Thalion to biedny głupiec. Nie był w stanie wykonać ostatniego  zadania, które mu zleciłem. Okazał się niedostatecznie odporny i teraz nie mogę mu już ufać.