Rozmowa przy ognisku

– Coś wisi w powietrzu – po długiej chwili milczenia rzekł Dalijczyk do swego

towarzysza, uporczywie wpatrując się w tańczące płomienie ogniska.

– Co masz na myśli?

– Dobrze wiesz, dlaczego tu jesteśmy. Najpierw ten dziwny list od „Potomka

Szlachetnego Rodu”, czy jak mu tam – psia jego mać – było, przybity na drzwiach

karczmy. Teraz ten patrol orków, przez który musieliśmy kryć się po chaszczach…

Co oni robią w tych stronach? Za tym wszystkim musi kryć się coś więcej… Teraz

nie mam już takiej pewności, czy dobrze zrobiliśmy, wybierając się na tę wariacką

eskapadę…

W odległości paru metrów, tuż za kręgiem światła, stała na warcie łuczniczka,

która zamykała skład niewielkiej drużyny. Naraz wydało jej się, że w poprzek

pobliskiego traktu przemknął jakiś cień. Założyła strzałę na cięciwę i czekała. Nie

zdążyła nawet krzyknąć, gdy dłoń w skórzanej rękawicy zamknęła jej usta.

– Niebezpiecznie jest teraz poruszać się samotnie po pustkowiach. Tak, widziałem

twoich dwóch towarzyszy przy ognisku. To nic nie zmienia.

Dalijka wierzgała i próbowała kopnąć intruza, ale jego uchwyt był zbyt mocny i

pewny.

– Jeżeli nie będziesz krzyczeć, to cię puszczę.

Ani myślała stosować się do tej rady, lecz nagle zza chmur wyszedł księżyc i

jego światło zalśniło na srebrnej gwieździe, którą spięty był płaszcz nieznajomego. W

jednej chwili przestała się rzucać. Napastnik poluzował uchwyt i wycofał się.

Wzburzona wartowniczka poprawiła kaptur, który opadł jej na twarz i z wyrzutem

spojrzała na mężczyznę:

– Od kiedy to Strażnicy napadają podróżnych?

– Wybacz, pani – Dúnadan skłonił się lekko. – Chciałem jedynie wykazać, jak łatwą

stanowicie zdobycz dla wprawnego łowcy. Jestem Carandorn, jak sama zdążyłaś

zauważyć, Strażnik.

Dwaj poszukiwacze przygód dostrzegli, że ich towarzyszka prowadzi kogoś w

ich stronę. Minę miała nieco… nadąsaną.

– Witajcie! – Strażnik wszedł w krąg światła, uniósł dłoń w górę i przedstawił się.

– Nie jesteście pierwszą grupą, którą spotykam na swej drodze. Poczułem się w

obowiązku, by was przestrzec. Na Północy zaczyna się robić niebezpiecznie. Z Dol

Guldur wyruszyli orkowie i ciągną w tę stronę. To jeszcze nie wszystko. Doszły mnie

słuchy o przegrupowujących się watahach Plemion Wschodu, a także o nietypowych

ruchach Korsarzy z Umbaru. Z tego, co mi wiadomo, wszyscy oni kierują się na

Północ, w kierunku Gór Szarych…

Dalijczycy spojrzeli na siebie znacząco.