Mały zatarg

– Gazog chce mięso! – wyskrzeczał pokurczony ork o wyjątkowo szpetnej gębie,

rzucając obgryzioną do cna kością w kamrata. – Ciągle iść, iść, a nie ma jeść. Tylko

stare gnaty!

– Mówi się stalagnaty. Takie ja słyszał słowo od uczonego z Południa. Ooo, tam

siedzi! – drugi ork wskazał długim i brudnym paznokciem w stronę rozpiętej na kilku

kijach jaskrawej płachty, pod którą siedzieli dwaj Haradrimowie, pogryzając daktyle,

po czym odrzucił kość, trafiając adwersarza prosto w krzywy nos.

– Nie będziesz mi mówił, jak się mówi! Jak mówię, to wiem, co mówię, a jak wiem,

co mówię, to wiem! – zakończywszy tyradę, przegryzł stary gnat i splunął szpikiem w

twarz mądrali.

Drugi ork stracił cierpliwość i wyrżnął krzykacza pięścią między oczy.

– Co tu się wyprawia? Dość tego! – wtrącił się przechodzący obok ork-setnik i

smagnął batem po grzbietach przewalających się po ziemi żołdaków. – Mięsa

chcesz, cuchnąca kanalio? Jak spokojnie dojdzieta na miejsce, mięsa będzieta mieli

po dziurki w zasmarkanych nozdrzach! Już tam lezą elfowe, ludzkie i karle ścierwa!

Nie wiedzieć po co się pchają pod nóż! Wszyscy się kłębią po zachodniej stronie

Mglistych Gór i ku Północy ich ciągnie. Tak powiada Czarnoksiężnik. Poderżniecie

gardziołka – będziecie mieć juchy do syta!

Dwaj orkowie przestali się okładać pięściami, za to zaczęli obleśnie oblizywać.

Setnik obejrzał się za siebie, a zobaczywszy zaciekawiony tłumek gapiów,

który zebrał się dookoła niego, chlasnął batem, nie kłopocząc się, by spojrzeć, w co

trafia:

– Nie macie co robić, leniwe ścierwa? Już ja wam zaraz coś wynajdę!

Tłumek rozpierzchł się jak stado spłoszonych wron, a setnik splunął i odwrócił

się, by kontynuować obchód.