Raport Zunn-hai

Raport numer 5635
Temat raportu: Działania w Mrocznej Puszczy – północne rubieże

We dniach od dwudziestego piuntego do dwudziestego dziewiuntego bieżuncego miesiunca roku 3003 wydzielone pododziały III kohorty pieszej działały na terenie północnych granic Mrocznej Puszczy. Ścigali my bydlaków co nam patrol wybili. Pierwszej nocy żeśmy wpadli na siły wrogów [różne ludzie, w tym tark i jakieś elfy i inne paskudy]. Żeśmy siem wycofali jako nam Wódz kazał celem przegrupowania. W obozie dowódcy pododdziałów dostali rozkazy od Ust Saurona.

Nazajutrz dotarły posiłki i się ruszyło w teren. Byliśmy my – z Dol Guldur, paru Esterlingów i Umbarczycy z południa. Nad brzegiem jeziora Wielki Wódz kazał nam szukać składników do złamania zaklęcia z paskudnego posągu jakiejś elficy. Tedy ruszyliśmy. Po przekroczeniu rzeki założyliśmy przyczółek i rozdzieliliśmy się na poszukiwania. Las był pusty i pełen duchów, które ciągnęły za nami zwabione ciepłą krwią w naszych żyłach. Żeśmy znaleźli karczmę na rozstajach [uwaga - karczmarz jest przychylny naszej sprawie, dawał dobre ceny i żarcia nie truł, po wygranej koniecznie trzeba go zachować przy życiu].
W karczmie żeśmy spotkali Cienia – najemnika, który pono służył już naszej sprawie, ale za wszystko chciał złoto. Chciwy człowiek – zegnie kark, gdy Ciemnosć zwycieży!
Po popasie rześmy poszli dalej. Spotakli my ślepa elfke, i chyba szalona trochę… Ta nam rzekłą tylko o swojej wnuczce – bajarce. Ja słyszął to słowo i wiem, że to taki jak nasz opowiadcza, co to zna stare opowieści, a czasem i coś o czarach. Tedy jej szukać zaczęliśmy. Nim dwie warty mineły żeśmy ją doścignęli… Ale ta całkiem była szalona… Bluźniła Ciemności, ale wiadomo, że na szaleńców nie lza ręki podnieść. Tedyśmy ją puścili. Gdyśmy wracali do rozstajów z naprzeciwka naszli ludzie dużom kupom. Nas było tylko pół dziesiątki, tedyśmy w las uszli.
Jakeśmy ich zgubili, wróciliśmy do posterunku. Tam już byli Umbarczycy i Esterlingowie i żeśmy wrócili do obozu. Tam żeśmy walczyli na arenie, by nie osłabły ramiona i krzepiliśmy siły mięsem, piwem i czajem.

Drugi dzień był lepszy – żeśmy znów ruszyli w trzy grupy z przyczółka. Aleśmy teren podzielili i plan bojowy uskutecznili. Nim pierwsza warta minęła żeśmy zdybali Rochańczyków przy mostku nad rzeką. Twardzi byli, aleśmy po n ich pojechali. Pan dał zwycięstwo. Prawie wszyscy padli a jeden uciekł. Ze stroju i postury na Tarka wyglądał, ale zwiewał jak zielona jaszczurka… Wzieliśy ich złoto i srebro a ciała porzuciliśmy na gościńcu. Chwile żeśmy szukali Tarka, ale zwiał. tedy wróciliśmy do patrolowania.
Doszliśm do karczmy – gotowi do walki, z imieniem Pana na ustach. Ale tam stał oddział gazatów. Wszystkie przy tarczach, z toporami… silni i wypoczęci. Drogę zastawili, ale widać na coś czekali. Tedym sobie przypomniał opowieść starego Durszalga, że oni na złoto łasi ponad wszystko, a z ludem naszym czasem się dogadują. Tedyśmy paktowali. Dałem za każdego z dekurii dwie sztuki srebra i nas puścili. Rzekłem ich szefowi, że odbijemy sobie na elfach. Ale odrzekł, że jemu to za jedno, bylebym miał srebro…
Odpoczeliśmy w karczmie i nawet kupiłem jakowąś gazytę, co ja jakiś inny Tark sprzedawał. A tam różności powypisywane, i trochę ciekawych takich i trochę dla śmichu… Jakeśmy odpoczęli i do drogi szykować się zaczęli wpadł na nas patrol z rudą Tarkulob na czele. Dobrze walczyła, aleśmy ja zmogli. I jej towarzyszki. Wzięliśmy ich dobytek i uszliśmy bo nadchodziły pełne siły ludzi. Dalej nam łaski Pana sprzyjały, bo bali się nas ścigać, a na wschodnim trakcie żeśmy trzeci raz tego dnia ostrza napoili krwią! Patrol Tarków z północy ruszył na nas z okrzykami, aleśmy ich położyli na gościńcu… Wkrótce z ludźmi pod wodzą kapitana Suriona i baszan Ateretis dołączyli do nas i udaliśmy się do przyczółka. Tam zaczekaliśmy na Umbarczyków pod wodzą Yoho – championa Dol Guldur.
Omówiliśmy dzień pełen starć. Wieleśmy zwojowali, ale nie udało się uzyskać składników zaklęcia. I znów wróciliśmy do obozu.

Trzeciego dnia Władca powrócił… był zły za to, że ludzie nie znaleźli dość przedmiotów. Ale ukarać postanowił nas później. Ruszyliśmy do lasu siła odebrać ludziom i elfom ich życia i wszystkie magiczne przedmioty. Dzień pełen był starć i potyczek. Wiele krwi spłynęło po traktach. Ale gdy paskudne słońce zaczynało kryć się za drzewami znaleźliśmy ich przyczółek. Tam znów napoiliśmy ostrza krwią i wzięliśmy ich złoto. Niestety jeden z nich zbiegł z kluczem do magicznej szkatuły. I nie znaleźliśmy go tego dnia.
Noc minęła nam na hulance. Śpiewom i igraszkom nie było końca, bowiem Dzieci Ciemności były o krok od zwycięstwa.
Dzień zwycięstwa nadszedł do nas wraz z poranną mgłą. Zwiadowcy donieśli o nowym oddziele ludzi, elfów i gazatów. Silnym i zwartym, jak nigdy u nich. I był z nimi ten, co wyniósł z przyczółka klucz…
Ruszyliśmy im naprzeciw. Nim się zwarliśmy pojawił się poteżny, szalony Tark, ten co pocharatał oddziały w Mrocznej Puszczy a potem wyrżnułł elfów i ludzi i zniknuł. I rzekł nam i im, że chce popatrzeć na naszą walkę. A tym, którzy wygrają da szkatułe z ukradzionymi skarbami, co je Wielki Władca szukał. Tośmy zaczekali, aż ruszyli na nas i napoiliśmy ostrza ich krwią. I walka trwała, aż błoto z krwi i piachu było zbyt gęste by walczyć. Ciała zaścieliły trakt a myśmy wrócili z łupami.

Na chwałę Wielkiej Ciemności!

Podpisano
Zunn-hai III kohorty pieszej Dol Guldur
Lorak