Sprawozdanie ze Zlotu czyli „Z lektury zapisków zwiadowcy Thranduila”

Wolne Plemiona wróciły do obozu. Ostatnie dni były pełne  nieprzewidzianych i niechcianych wydarzeń. Strata przyjaciela, porażka w misji, poczucie bezsensu to wiele nawet dla Elfa, który pamięta upadek Gondolinu. Elistyar z rodu Noldorów doszedł do wniosku, że to słuszny moment, by zagłębić się w lekturze zwojów znalezionych przy ciele zwiadowcy z Mrocznej Puszczy.

 

Patrolu dzień pierwszy- raport:

Wpis I

Obóz ludzi rozrastał się od rana. Przybywające z wielu stron posiłki wsparły widocznie osłabione oddziały Wolnych Plemion. Wśród nich udało mi się dostrzec orszak żołnierzy z Gondoru, oddział Khazadów, nieliczną hanzę ludzi z Dali, a nawet przedstawicieli Starszej Rasy, a twarze niektórych spośród Elfów wydały mi się dziwnie znajome… Po zmroku złożono namioty, ugaszono ogniska, ludzkie oczy mogły zapewne widzieć jedynie oświetlone przez kilka pochodni obszary. Dowódcy zebrali się i ogłosili wymarsz reszcie awanturników.

Zdaje się, że przedstawiciele Wolnych Ludów Śródziemia zapragnęli odwiedzić Leśne Królestwo, gdyż udali się na Starą Leśną Drogę. Już wtedy czułem, że nie wszystko idzie po ich myśli. Mimo to pochód był sprawny, a Złe Siły zdawały się omijać podróżnych przez znaczną część wędrówki. Spokojnie było do momentu, kiedy strażnik pilnujący tyłów towarzyszy zniknął w ciemności nocy. Nawet ja nie zwróciłbym uwagi na owo zdarzenie, gdyby nie zdławiony krzyk porwanego i jego gwałtownie zgaszona pochodnia. Porywacz znał się na swoim fachu jak mało kto. Człowiek, który przewodził kompanii udał się w głąb lasu na poszukiwania, a jego imię brzmiało Mulirandir Thalion. Reszta wznowiła marsz, od tego momentu prowadziła ich jedna z Elfek.

 

Wpis II

Pochód dotarł do granicy Królestwa. Zatrzymała ich Kapitan Gwardii Południowej, poszukiwacze nie mogli przejść dalej. Dostrzegłem wielu ze swoich braci, ukrytych, ale gotowych do rozpoczęcia ostrzału. Mimo surowej atmosfery, przybysze wyznali swoje pokojowe zamiary, w zamian otrzymali pomocne informacje oraz, po krótkiej sprzeczce z jednym z khazadów, pióra – symbole sojuszu z Leśnym Królestwem. W trakcie dalszej rozmowy, Kapitan zaoferowała swoją osobistą pomoc, ale o jej szczegółach awanturnicy mieli dowiedzieć się później. Wtenczas wyczułem, że Zło nie ma jednak zamiaru odpuścić Wolnym Plemionom. Nadeszli z wielu stron, a dowodził nimi Król Morgulu, którego słowa przeszywały serce szpikulcami czarnej magii. Świsnęły cięciwy, Nazgul nie przejął się jednak ranami, jakie zostały mu zadane. Pozostałe Sługi Ciemności nie zbliżały się jednak do Kapitan, gdyż biła od niej majestatyczna siła Pierworodnych. W końcu ugiął się sam Upiór, pozbawiony wsparcia swoich podwładnych. Nastała cisza. Poszukiwacze postanowili wycofać się do swojego obozu, aby nie narażać granicy Leśnego Królestwa na atak. Marsz był jeszcze sprawniejszy, niż przedtem, gdyż Wolnym Plemionom zdawało się, iż Zło podąża za nimi i jest tuż, tuż. Nic wartego uwagi nie wydarzyło się już tej nocy. Siły Zachodu pogrążyły się we śnie.

 

Patrolu dzień drugi – raport

Wpis III

Mulirandir odnalazł towarzyszy niedługo po wschodzie Słońca. Odbił on porwanego strażnika, a porywaczem okazał się Zabójca z Pałacu Węży. Z rozmowy wywnioskowałem, że nie było to pierwsze spotkanie z tymi asasynami. Vilim Południowiec, bo tak brzmiało imię owego strażnika, po przebudzeniu rozmawiał długo z Thalionem i resztą przywódców Wolnych Plemion, po czym nastała cisza. O ile dobrze zrozumiałem, w obozie Sił Dobra prawdopodobnie jest zdrajca. Dwaj mężczyźni ze spuszczonymi głowami udali się do pozostałych. Wtem przybyła Kapitan Gwardii, która przekazała Poszukiwaczom nowe wieści oraz zasugerowała plan działania. Ponownie rozbity obóz opustoszał przed południem. Poszukiwacze udali się na rekonesans, a będąc już w Lesie rozdzielili się.

 

Wpis IV

Zgodnie z planem, który podsunęła im Kapitan, Wolne Plemiona miały odnaleźć dziennik Khazada, ostatniego z Krasnoludów Poślednich, który oddał się studiom nad magią Morgulu. Zdecydowano, że Rękawica Thorina ma zostać zniszczona, dzięki czemu cały zestaw nigdy już nie mógłby zostać skompletowany. W owej księdze mogą znajdować się informacje niezbędne do przeprowadzenia rytuału. Notes został zakopany razem z ciałem Naugrima pół wieku temu. Przy okazji najemnik Thalion prosił o znalezienie kart z jego dziennika, które zgubił w czasie nocnych poszukiwań… Były one cenną pamiątką dla Mulirandira.

Pierwszy patrol śledzony przeze mnie, była to dziwna grupa, budząca moje podejrzenia. Vilim w towarzystwie ludzi z Dali i kilku krasnoludów. Khazadzi robili okropnie dużo hałasu, szczególnie, kiedy wydawało im się, że zbliżają się przedstawiciele Sił Ciemności. Jakby tego było mało, ów oddział trafił na następnego pokurcza, Vita, dzierżącego skrzyneczkę z kosztownościami. W zamian za pomoc w odnalezieniu jego brata (kolejnego Krasnoluda! W Mrocznej Puszczy!), zaproponował swoją pomoc w trudach bitew oraz ów kuferek z zawartością do podziału. Vit prowadził patrol, a po drodze drużyna znalazła dwie strony z Dziennika Thaliona. Nie ma sensu opisywanie ich trasy, w międzyczasie nie działo się nic interesującego. W końcu dało się słyszeć ryk orków. Sam chciałem porzucić swą misję i ruszyć na łowy, okazało się jednak, że Vilim wraz z towarzyszami sami rzucili się w ich stronę, odnieśli zwycięstwo, przeszukali zwłoki, Khazadzi dodatkowo zebrali trofea. Chwilę potem napotkali przyjaciół, patrol Elfów, których przyciągnęły odgłosy walki. Ustalili, że widzieli brata Vita.

 

Elistyar rozwinął kolejny zwój. Pierwszy akapit był prawie zupełnie nieczytelny. Elf zapisał, że śledził patrol Pierworodnych, jednak nic nie wskazywało na to, żeby wydarzyło się w tym czasie coś ważnego. Noldor przeszedł zatem do kolejnej strofy:

 

Wpis VI

Wieczorem, mimo owocnych poszukiwań, nikt nie miał czasu i chęci do radowania się. Kapitan Południowej Gwardii ponownie odwiedziła obóz Wolnych Plemion i przyniosła złe nowiny. Thalion w pojedynkę zaatakował obóz Sił Ciemności, zabił wielu wrogów, orków i ludzi. Kiedy nikt już nie odważył się stanąć przeciw niemu, z ciemności wyłoniły się cztery czarne sylwetki Ulairich, wśród nich był także Król Morgulu. Tu jej relacja się skończyła, gdyż dalsze zdarzenia okryła gęsta mgła znad jeziora, a Elfka pospieszyła, by powiadomić o tym zdarzeniu towarzyszy Thaliona. Vilim jako pierwszy opuścił zgromadzenie, pozostali w ciszy zastanawiali się, co mogło spotkać Mulirandira. Prawdopodobnie go utracili. Strata tak potężnego sojusznika mogła zdecydować o losie ich misji. Nadzieja gasła w ich sercach. Wstał jeden z Rohirrimów:

- Towarzysze! Czyż to wątpliwość wstąpiła wam do oczu i przyćmiewa zmysły? Zajrzyjcie w głąb siebie! Czy naprawdę tylko ja czuję, że Najemnik przeżył starcie z Nazgulami? Pamiętajcie o lojalności, która prowadzi nasze ludy od setek lat ku Dobru! Nie zostawimy Mulirandira! Rano, choćby sam, wyruszę, by go znaleźć! I wiem, że bynajmniej nie będzie on jedynie truchłem zimnym! Miejcie nadzieję, choćby była licha i marna, to trzymajcie ją w sobie, gdyż jest ona teraz naszym największym sprzymierzeńcem! Cień zakrywa Wam oczy z wycieńczenia, zaśnijcie zatem, w dniu jutrzejszym będziemy potrzebni Thalionowi mocni i hardzi. – tak zakończył swoją mowę Belegarion Taróma, Jeździec Rohanu, z którego głosem liczyła się większość zebranych.

Zmęczeni Poszukiwacze udali się zatem na spoczynek, czujni pozostali nieliczni wartownicy. Prócz nich widziałem jedynie Vilima, który najpierw odwiedził wielki namiot Mulirandira, a potem… oddalił się. Opuścił obóz. W jakim celu? Tego nie wiem. Żaden z wartowników nie zatrzymał go… Może nawet żaden z nich go nie zauważył. Zapadła cisza. Cisza zwiastująca nieszczęście.

 

Patrolu dzień trzeci – raport.

Wpis VII

Godzinę po wschodzie Słońca zaczął się gwar w obozie. Przeszukiwano Wielki Namiot. Z notesu, który wczoraj zdobyli, wyrwano wiele stron. Zarządzono zgromadzenie wszystkich Poszukiwaczy. Szybko zorientowano się, kogo wśród nich brakuje. Vilim, zniknął w nocy i to on musiał być sprawcą zdarzenia. Wolne Plemiona znowu ruszyły w głąb lasu. Ja jednak nie trzymałem się ich tempa. Udałem się wzdłuż śladów, jakie Vilim zostawił wyruszając w nocy. Dogoniłem go przed południem. Był na środku niewielkiej polanki, kilka kroków przed nim stał Mulirandir… Ale to nie był człowiek, którego widziałem wcześniej… Był blady, a oczy mu zgasły. Ciężko odziany, z półtoraręcznym mieczem na plecach. Zupełnie nie przypominał tego dumnego kawalera z szablą przy boku. Głos także mu się zmienił… Stał się metaliczny i groźny. Musiał być raniony Ostrzem Morgulu. Wielokrotnie, co w znacznym stopniu przyspieszyło zmiany w jego umyśle i ciele. Rohirrim miał więc rację… Mulirandir, bynajmniej, nie zginął. Za nimi dostrzegłem ruch. Korsarze, Orkowie, Ludzie ze Wschodu i Dunlendingowie czekali wśród drzew na rozwój wydarzeń, natomiast Vilim i Najemnik zdawali się ich nie zauważać, zażarcie dyskutowali. Wyniku negocjacji można się jedynie domyślać…

Szybki ruch, Vilim cisnął w stronę Thaliona wyrwanymi z Notesu kartami, w tym samym momencie dobył miecza, rozpoczął się pojedynek. Mulirandir zmienił się nie tylko wizualnie, stał się zwinniejszy i silniejszy, musiała go wspomagać także magia Morgulu. Południowiec nie miał szans. Parował, blokował, starał się zmylić przeciwnika. Czuł jego przewagę… Grał na czas, w końcu jednak stracił broń, unikał jedynie ciosów, w dogodnym momencie rzucił się na Najemnika i przewrócił, teraz już obaj byli rozbrojeni. Thalion jednak dominował , chciał udusić przeciwnika, w tym jednak momencie przybył Khamul. Zażądał posłuchu obu wojowników. Nazgul kazał Mulirandirowi przejrzeć rozrzucone karty. Vilim wykorzystał ten moment i uciekł z miejsca zdarzenia.

- Nie ma! Nie ma, mój Panie! – wyryczał Najemnik, po czym rzucił się za zbiegiem, w ślad za nim ruszyły także ukryte dalej Siły Ciemności.

 

Wpis VIII

Wolne Plemiona dotarły wreszcie do polanki. Spotkały tam pewnego osobnika, Błękitnego Rycerza z Białym Łabędziem na tarczy, godłem Dol Amroth. Podał się za Wojownika Światła, a przy okazji brata Mulirandira. Opowiedział Poszukiwaczom całe zajście, na jaw wyszło, że to jednak Vilim zdradził… Niektórzy nie dawali temu wiary. Inni jeszcze bronili go twierdząc, że nie jest to jednoznaczny akt zdrady. Tak czy inaczej, trzeba było go odnaleźć. Niewątpliwie znowu uciekł z czymś bardzo ważnym.

 

To był ostatni wpis… „Jak to możliwe, że Elf z Mrocznej Puszczy nie wyczuł, że ktoś się do niego zbliża? Kolejny Asasyn z Południa? A może zwiadowca włączył się do walki z własnej woli?“ Niewątpliwie okoliczności jego śmierci były zagadką trudną do rozwikłania.

Chwilę konsternacji przerwało pojawienie się Vilien.

- Byliśmy śledzeni przez twojego rodaka. – zauważył Elistyar.

- Wiem. Thranduil pilnuje, żeby żadne wydarzenia w Mrocznej Puszczy go nie ominęły. Dziwisz się temu?

- Nie dziwię.

Elistyar wręczył zwoje Elfce. Zaczęła czytać. Po dłuższej chwili lektury, uniosła głowę, nie zdążyła jednak skomentować.

- Moim zdaniem brakuje tu jeszcze kilku stron tekstu. Ta historia wymaga zakończenia…

Vilien też tak uważała.

autor: Vilim