Dziennik Najemnika

Dwudziesty ósmy dzień, szóstego miesiąca, 2950 rok Trzeciej Ery.

Dziś dostałem nowe rozkazy od namiestnika, Denethora II, na początku byłem zadowolony, że nasz miłościwie panujący król w końcu docenił moje wysiłki i zlecił mi kolejną ważna misję. Jednak po zapoznaniu się z rozkazami, muszę to przyznać opuścił mnie entuzjazm. Celem mojej misji jest wyprawa do Gondoru Południowego i zastąpienie obecnie tam stacjonujących oddziałów. To będzie długa droga, warunki tam panujące są nieprzyjemne dla ludzi z Gondoru. Trzeba będzie uważać na Haradrimów podobno już od dłuższego czasu nie próbują atakować tamtejszych ziem.

Trzydziesty dzień, szóstego miesiąca, 2950 rok Trzeciej Ery.

Dostałem pięćdziesięciu ludzi pod swoją komendę, wyruszamy za dwa dni. Jeszcze mam sporo rzeczy do zrobienia. Muszę porozmawiać z kwatermistrzem na temat kilku wozów z prowiantem oraz ze zbrojmistrzem na temat lepszego ekwipunku. Nie wiem kto wpadł na zmyślny pomysł chodzenia w pełnych zbrojach, ale jestem pewien, że w najmniejszym stopniu nie miał pojęcia o panującym klimacie w Gondorze Południowym oraz nie znał się na sztuce wojennej.

Trzeci dzień, siódmego miesiąca, 2950 rok Trzeciej Ery.

W końcu wyruszyliśmy co prawda z jednodniowym opóźnieniem, ale udało się. Dostaliśmy wszystko czego potrzebowałem, konie, lekkie pancerze i wozy z prowiantem na najbliższe dwa miesiące i co najważniejsze broń. Jak dobrze pójdzie za dwa tygodnie dotrzemy do Granicy Gondoru, najdłużej zajmie nam podróż po przekroczeniu Anduiny. Szlak wiodący w kierunku Haradu nie jest w najlepszym stanie. Będziemy musieli także uważać na Orków z gór.

Czwarty dzień, siódmego miesiąca, 2950 rok Trzeciej Ery.

Dzisiaj przekroczyliśmy Anduinę w Osgiliath. Dołączyło do nas pięciu mężów, którzy szukają sławy na wyprawach wojennych. Widać, że na walce się nie znają, ale przynajmniej wiedzą, którą stroną należy trzymać miecz. Dlaczego się zgodziłem ich przyjąć na służbę? Sam nie wiem, może się robię trochę miękki na stare lata. Jutro o świcie ruszamy dalej.

Ósmy dzień, siódmego miesiąca, 2950 rok Trzeciej Ery.

To już czwarty dzień wędrówki wzdłuż Gór Cienia. O świcie wysłałem dwóch ludzi na zwiad wrócili po kilku godzinach i donieśli mi, że zbliżamy się do rzeki Foros. To jest dobra nowina, jeszcze trzy dni drogi i przekroczymy rzekę. Kolejną dobrą nowiną jest to, że nasi towarzysze okazali się naprawdę porządnymi wojakami. Sporo z nimi rozmawiałem ich imiona brzmią Falwick, Rahnar, Linthar, Galen, Tarcil. Jestem strasznie ciekaw czemu do nas dołączyli po za chęcią uzyskania sławy wojennej. Mówią, że dla honorów, ale czy to jest prawda? A kto to może wiedzieć.

Jedenasty dzień, siódmego miesiąca, 2950 roku Trzeciej Ery.

Dziś przekroczyliśmy rzekę, za siedem dni będziemy na miejscu. Jednak nasza wyprawa nie będzie taka przyjemna jak do tej pory, droga do Haradu jest w opłakanym stanie. Mam nadzieje, że nie będziemy musieli zostawić wozów. Na domiar złego zwiadowcy donieśli mi, że widzieli kilku Orków schodzących z gór.

Trzynasty dzień, siódmego miesiąca, 2950 roku Trzeciej Ery.

W środku nocy zaatakowali nas Orkowie około sześć może siedem dziesiątek. Daliśmy sobie radę, ale straciłem pięciu ludzi i cztery wozy z dziesięciu są niesprawne, trzeba będzie je tu zostawić. To  był ciężki dzień, chyba już jestem na to trochę za stary. Za około pięć dni powinniśmy być u celu.

Dziewiętnasty dzień, siódmego miesiąca, 2950 roku Trzeciej Ery.

W końcu udało nam się dotrzeć do obozu Gondoru. Ludzie ucieszyli się na nasz widok, w ich oczach widziałem zmęczenie i strach. Strach? Przed czym? Tego nie wiedziałem, ale się szybko dowiedziałem. Strach przed swoim dowódcą. Tą kompanią dowodził stary żołnierz, był Strażnik Fontanny, obecnie Strażnik Cytadeli, generał Kulawiec. Jest to człowiek o żelaznych zasadach i stalowych nerwach, ale niestety potrafi być nieprzyjemny dla swoich podwładnych. Podobno miewa napady agresji podczas zmiany pogody.

Dwudziesty dzień, siódmego miesiąca, 2950 roku Trzeciej Ery.

Dzisiaj odbyłem rozmowę z Kulawcem, oczywiście najpierw dostałem po łbie za dwudniowe spóźnienie. Nie chciał słuchać mojego tłumaczenia. Potem przekazał mi dalsze rozkazy i powiedział, że on i jego ludzie wracają do Gondoru. Teraz ja przejmuję tu dowodzenie, Kapitan Mulirandir Thalion, Strażnik Południowego Gondoru.

Dwudziesty piąty dzień, siódmego miesiąca, 2950 roku Trzeciej Ery.

Zwiadowcy donoszą mi, że widują Haradrimów w pobliżu naszego obozowiska. Poruszają się małymi grupkami trzy do pięciu osób. Musimy się mieć na baczności. Kazałem zwiększyć liczebność wartowników. Długo tak nie pociągniemy, ale cóż nie mam wyjścia.

Dwudziesty siódmy dzień, siódmego miesiąca, 2950 roku Trzeciej Ery.

W nocy obudził mnie jakiś szmer, kiedy otworzyłem oczy zobaczyłem w swoim namiocie mężczyznę odzianego w czerń. Rzucił się na mnie z nożami. Długo się z nim szarpałem, za nim skręciłem mu kark. To był zabójca z Pałacu Węży. Marnie widzę powodzenie tej wyprawy. Co dalej nas czeka? Nie wiem…

Pierwszy dzień, ósmego miesiąca, 2950 roku Trzeciej Ery.

Prawie wszyscy zginęli… Przeżyłem ja i piątka ludzi, którzy dołączyli do nas w Osgiliath. Zaatakowali nas Haradrimowie wydaje mi się, że było ich koło dwóch setek. Najpierw ostrzelali nas z łuków, a później zaatakowała nas lekka konnica. Nie wiem jak do tego doszło… Po prostu nie wiem… Teraz próbujemy wrócić do Gondoru. Zajmie nam to dobry miesiąc jak nie dłużej, nie mamy koni ani żywności… Czyżby to był nasz koniec? Niech Valarowie mają nas w swej opiece…