Relacja ze Zlotu

Dziennik Awanturnika z Pustyni
Wpis z dnia 11. sierpnia roku 3003

Pogranicze bagien Wetwang i Rzeki Entów osiągnęliśmy w czternaście dni. Tak jak zapewnił Rzecznik Saurona, czekały tam na nas posiłki. Cały oddział złożony z tęgich mężów. Po ubiorze wywnioskowałem, że część z nich pochodzi z Haradu, inni z Rhun. Byli też tacy, którzy wyglądali mi zupełnie obco, a wszyscy stali pod jednym wspólnym sztandarem Ludów Wschodu. Wśród wojów zaskoczył mnie widok kilku kobiet, uzbrojonych, gotowych zarówno do walki jak i  pracy w obozie. Nie natknęliśmy się jeszcze na żadne ślady wroga. Być może uda nam się odnaleźć rohańskiego dezertera i przechwycić pas przed Wolnymi Plemionami.
Zbliża się zmrok, rozłożyliśmy obóz kilka staj od kryjówki Beorengara. Prace przy ognisku i rozkładaniu namiotów nadal trwają, wymarsz ustaliliśmy na chwilę po zajściu słońca. Zostało zaledwie kilka minut.
Czuję, że ktoś nas obserwuje…

Wpis z dnia 12. Sierpnia roku 3003. Ranek

Dotarliśmy na miejce, gdzie miało nastąpić spotkanie Beorengara z przedstawicielami Wolnych Ludów Śródziemia. W cieniu czekał na nas jeden z dziewięciu Czarnych Jeźdźców… Ów przekazał mi Runiczny Miecz Wschodu, podobno cięcie tym ostrzem równało się efektowi rany zadanej przez Ostrze Morgulu… Odprawił mnie i w tej chwili usłyszałem dobrze znajomy, znienawidzony głos Mulirandira Thaliona! Ten łotr znowu pomieszał nam szyki. Stojąc na czele oddziału Wolnych Plemion najpierw pokonał mnie w pojedynku, w którym straciłem Miecz, potem spętał wszystkich moich żołnierzy i Korsarzy. Kilka godzin leżałem na mchu i liściach, odniosłem bardzo ciężkie obrażenia, Najemnik sobie nie żałował. Psi syn bodajby zdechł w męczarniach… Uratowała mnie fiolka z zielonkawym płynem, którą znalazłem przy ciele Elfa kilka tygodni temu podczas poszukiwań Rękawicy. Byłem pewny, że to trucizna. Płyn jednak wypełnił mnie delikatnym ciepłem, z czasem czułem jak ból ustaje… W końcu około północy odzyskałem czucie w nogach. Mimo, że każdy ruch wiązał się z cierpieniem, udało mi się wstać. Podążyłem śladem, jaki pozostawiły oddziały Thaliona prowadzące jeńców. W końcu ujrzałem czerwoną łunę rzucaną przez ognisko… To był obóz Wolnych Plemion. Skradałem się, byłem już niemal na odległość słuchu… Nagle przeraźliwy wrzask przeszył całą moją duszę! To Nazgul! Wiedziałem, że było to wezwanie, ruszyłem nie zważając na ból, wyciągnąłem zza pazuchy nóż i wykorzystując moment zaskoczenia uwolniłem znaczną część żołnierzy przetrzymywanych na tyłach obozu. Po czym wykonaliśmy taktyczny odwrót. Walka w obozowisku wroga nie miała sensu.
Po powrocie w naszym obozie zastaliśmy samego Króla Nazguli, który przekazał nam list Beorengara oraz wieści o śmierci Rohirrima z ręki zabójcy ze Wschodu. Był on pierwszą wskazówką do odnalezienia Pasa…
Tak więc Beorengar miał brata, Ethelreda, tylko on może nam wyjawić jak dostać się do artefaktu.
Wyruszamy o brzasku. Nasz plan nie jest sprecyzowany, podzieliliśmy się na mniejsze patrole, z których każdy działał na własną rękę.
Jest jeszcze jedna rzecz… Pierścień ze szkarłatnym kamieniem, który noszę na szyi…
Podczas walk musiał wyślizgnąć się spod grubego szala, przez co pozwoliłem Kapitanowi Korsarzy na oglądanie go… Patrzył jakoś… dziwnie, dziko… Czarny Pan pożąda tych pierścieni, czyżby Umbarczyk też o tym wiedział…? Nagroda jest tylko jedna, co oznaczałoby, że Korsarze są od teraz naszymi rywalami. A może wrogami? To się okaże.
Sen nie jest bezpiecznym wyjściem, do świtu jeszcze tylko godzina…

Wpis z dnia 12. Sierpnia 3003 roku. Wieczór.

Stało się. Muszę uważać na korsarzy, zdrada wisi w powietrzu.
Po opuszczeniu obozu zagłębiliśmy się w bór. Każdy patrol wyruszył w swoją stronę. Rychło znaleźliśmy zajęcie… Wspólnie z patrolem korsarzy zaczailiśmy się na Elfów. Jak się okazało sami wpadliśmy w ich pułapkę, z koron drzew posypały się strzały, trup słał się gęsto, żadna ze stron nie mogła zdobyć przewagi. Nie było dla mnie zaskoczeniem, że Kapitan korsarzy rzucił się na moich ludzi. Jeszcze kilka chwil i każda ze stron się wycofała, zabraliśmy ze sobą część rannych, dla kilku wojów ta wyprawa zakończyła się jednak dużo za wcześnie…
Las miał więcej mieszkańców, niż tylko Ethelreda. Napotkaliśmy w nim także siostrę zamordowanego Rohańczyka. Waerhilda opowiedziała nam o szaleństwie żyjącego brata. Aby przekonać ją do współpracy zełgałem. Według informacji, którą jej przekazałem, nie walczymy dla Saurona, a dla interesu Zachodu. Naiwna, stara kobieta… Wskazała nam leśną drogę do miejsca, gdzie często przebywa jej młodszy brat. Na ścieżce napotkaliśmy Elfów oraz Rohirrimów.
Jeden z żołnierzy skierował swoje kroki w naszą stronę, uniósł dłoń w pokojowym geście, nie potrafiłem zrobić nic innego, jak udać się do niego i porozmawiać. Elf wyjawił, że stracił pierścień podobny do mojego. Został skradziony przez Korsarzy. Noldor zaproponował mi pakt, bardzo korzystny… Z jego domniemań wynikało, że Kapitan jest w posiadaniu dwóch artefaktów. W zamian za pomoc w odzyskaniu elfickiego pierścienia obiecano nam drugi – perłowy. Mieliśmy stawić się na dźwięk elfickiego rogu, a na tę chwilę się rozstaliśmy.
Odnaleźliśmy Ethelreda, przynieśliśmy mu dar od jego siostry, którym wzgardził. Miałem ochotę ozdobić twarz szaleńca krwią i błotem… Dawno nie miałem do czynienia z tak opryskliwym mężczyzną. Nie wierzył w śmierć brata, ani Pas, a już na pewno nie chciał nam pomóc w poszukiwaniach. Pozostawiliśmy go samemu sobie, odeszliśmy z misją odnalezienia napoju, dzięki któremu skomunikuje się z Valarami… Rzeczywiście oszalał.
Nieopodal swój namiot rozłożył… Mulirandir Thalion. Rad był zobaczyć mnie całego i w pełnym zdrowiu, o ironio, nawet udzielił nam pomocy i wymienił fiolkę z tajemniczym eliksirem za srebrniki… Zdradził też, że poszukuje Złamanej Strzały… Za ten artefakt jest w stanie dać dużo więcej… Widziałem Runiczny Miecz w jego namiocie… To była jedyna szansa aby go odzyskać!
W pobliżu znaleźliśmy miejsce, w którym zaczerpnęliśmy sił do dalszej drogi. Przekazałem pierścień jednemu z żołnierzy… Pamiętam go jeszcze z wyprawy po Rękawicę. Był jednym z niewielu, których znałem, różnił się od reszty, ponieważ jako jedyny pochodził z dalekiej północy, nazywał siebie barbarzyńcą z gór. Podczas dalszej drogi usłyszałem róg… Dźwięk dochodził od strony namiotu najemnika… Szarżą biegliśmy w stronę „sojuszników”, wdarliśmy się w samo serce bitwy. Kapitan zbiegł, jednak udało nam się zdobyć pierścień. I w tym momencie zorientowałem się, że nie ma z nami barbarzyńcy… Instynktownie skierowałem swoje kroki w stronę namiotu Najemnika… I znalazłem to, com chciał. Żołnierz leżał, ale żył jeszcze, Mulirandir trzymał w ręku czerwoną błyskotkę, spojrzał mi prosto w oczy… I zbiegł. Ranny okazał się być tylko lekko ogłuszony, niedługo po tym wstał i zadeklarował pełną gotowość. Znaleźliśmy się punkcie wyjścia. Wciąż tylko jeden pierścień w naszych rękach.
Wieści po lesie rozchodziły się bardzo szybko… Minęło jeszcze kilka godzin, zanim pozyskaliśmy właściwy napój dla Ethelreda, a okazała się nim specyficzna gorzałka z namiotu Mulirandira… Której oczywiście nie otrzymaliśmy za darmo. Interesy z Najemnikiem nie są niczym przyjemnym. Brat Beorengara w końcu zgodził się nam pomóc. Udał się w trzydniową podróż po Pas.
Naszym następnym celem będzie wytworzenie Gromu. Ma to być potężne zaklęcie, które pokieruje obłąkanego rohańczyka we właściwe miejsce. Nie dowiedzieliśmy się niczego więcej, współplemieńcy nie wydawali się być znawcami sztuk tajemnych. Jeszcze dziś przekradnę się do obozu Wolnych Plemion, być może Zachód wie więcej na temat… magii. Elfowie odnaleźli strzałę, co jest niepokojące, gdyż Najemnik zobowiązał się do nagrodzenia znalazcy… Ciekawe co czeka nas jutro…

Wpis z dnia 13. Sierpnia 3003 roku. Ranek.

Do wytworzenia Gromu potrzebujemy węgla i siarki. Nie chodzi jednak o takie, które znajdziemy wśród obozowych zapasów… Zdaniem Najemnika są to niezwykłe surowce. Mam nadzieję, że reszty dowiemy się podczas wyprawy…

Wpis z dnia 13. Sierpnia 3003 roku. Wieczór.

Niezbadana przez nas jak dotąd część lasu okazała się często odwiedzanym szlakiem i domem dla garstki ludzi. Przebywają tu: Bronionaprawca, Starzec rozmawiający z drzewami oraz Bard. Kowal nie wykazywał chęci współpracy. Przypadkiem wyznał, że do palenia w piecu używa bardzo kalorycznego węgla, który nazywał Karbonium. Na tę chwilę posiadaliśmy zbyt niewiele wskazówek, by snuć dalsze przypuszczenia. Ma straty materiałowe przez przebywającego na tym terenie poetę, podobno ukradł on zapasy Kowala. Bard przyznał się do winy, jednak zarzekał się, że nie ma przy sobie nic, co by nas interesowało. Koło południa zaatakowaliśmy oddział Korsarzy, źle oceniłem sytuację, okazało się, że mieli znaczną przewagę liczebną, nie wyszlibyśmy cało z tej potyczki, gdyby nie pomoc Elfów, przepędzili resztę Korsarzy i zaopiekowali się rannymi. Okazali się bardzo dumni, wierni i… Naiwni. Chociaż nie wierzę, że nie spodziewają z mojej strony ciosu w rozstrzygającym momencie… Może są już krok przed nami, może to my wpadamy w ich pułapkę?
Starzec przekazywał nam informacje od Drzewa Wiedzy, przy którym stale przebywał. Jego rysy kogoś mi przypominały… Nie byłem w stanie przypomnieć sobie, kogo. Dzięki jego pomocy byliśmy w stanie rozszyfrować, jakie składniki są nam potrzebne do wytworzenia Gromu. Karbonium kowala oraz Acidum Sulfurikum – płynna siarka. Zdobyliśmy potrzebne składniki, a Starzec obiecał, że pomoże nam wytworzyć Grom… Niestety nie jest w stanie przypomnieć sobie formuły. Teraz musimy przygotować Napar Wiecznej Pamięci, przepis nań dało nam Drzewo. Wciąż brakuje nam jednego składnika – rzadkiej rośliny. Z Kwiatem, którego poszukujemy, związana jest pewna historia. Za czasów Dawnych Dni wyspa Isila, w ludzkiej mowie zwana Księżycem,  została zaatakowana przez duchy ciemności Morgotha, gdyż obawiał się on światła nowej lampy niebios. Na ziemię spadła wtedy jedna kropla księżycowego blasku, a z niej wyrosła owiana tajemnicą roślina. Zakwita ona co tysiąc lat na pamiątkę zwycięstwa Tiliona. Teraz my potrzebujemy tego Kwiatu, aby odmienić losy Śródziemia.   Ma go strzec bezimienna groza. Nie wiemy, co to będzie, ale Siły Ciemności muszą stawić temu czoła. Potem spotkamy się ze Starcem, odbędzie się wiec …

Wpis z nocy z 13. na 14. Sierpnia 3003 roku.

Będąc w sercu ciemnego lasu najpierw usłyszeliśmy charczenie, dzikie wycie i uderzenia, przypominające orkowe bębny. Potem dostrzegliśmy czaszkę zwierzęcia na ołtarzu oświetlonym wieloma świecami. Źródłem światła nie był tu jednak zwykły ogień… Krwiście czerwone języki płomieni otaczały piedestał złowrogą aurą. Na szkarłat padł cień wielkiej postaci. Strażnikiem Kwiatu okazał się potężny Uruk-Hai. Nazgul orzekł, że musiał stworzyć go sam Melkor. To wyjaśniało jego siłę. Nie było czasu na namysły, potwór na pewno wyczuł naszą obecność. Rozpoczęła się krwawa walka. Otoczyliśmy monstrum, pierścień już prawie się domknął… Jednak pierwszy ruch Uruka równał się roztrzaskanej czaszce Korsarza, połamanymi kończynami trzech innych żołnierzy i dezercji kolejnych. Morale opadały z sekundy na sekundę. I wtedy usłyszeliśmy róg Rohanu. W każdej innej sytuacji zakląłbym i splunął, wtedy jednak zyskałem nadzieję na zwycięstwo. Wolne Plemiona rzuciły się na potwora szarżą, piki przebiły gardę i poszły w drzazgi na niemal kamiennej skórze Uruka. Maczuga potwora siała spustoszenie wśród wojów obu stron. Lampy i pochodnie już dawno zgasły na wilgotnej ściółce, światło dawały jedynie Dzieci Vardy, Tilion i ołtarz. Moja walka trwała, dopóki nie potknąłem się o korzeń po ataku potwora. Straciłem przytomność. Obudziłem się niesiony przez barbarzyńcę i Variaga z mojego oddziału. Dowiedziałem się, iż walka dalej potoczyła się pomyślnie, znaleźliśmy Kwiat, a potężny Uruk-Hai poległ. Za chwilę razem z Wolnymi Plemionami udamy się na spotkanie z Mędrcem.

Wpis z dnia 14. Sierpnia 3003 roku. Ranek

Starzec okazał się Błękitnym Czarodziejem, którego spotkaliśmy kilkanaście dni wstecz, a przygotowanie eliksiru miało być sprawdzianem zaufania, jedynie przykrywką, pretekstem do dalszych działań… Mag ma wszystko, co potrzebne jest do wytworzenia Gromu, niebawem udamy się do lasu, naprzeciw Ethelredowi powracającemu ze swojej wędrówki po Pas.
Po wiecu w nocy zatrzymało mnie dwoje Elfów… Rozpoznałem mężczyznę –  to ten zaproponował mi pakt dwa dni wcześniej, kobieta z kolei onegdaj należała do oddziału, który uratował mój patrol. Poprosili o rozmowę. Temat nie należał do łatwych. Zapisuję tu tylko tyle… Zmuszony byłem zasmucić oboje. Nie mogę zdradzić Czarnego Pana.
Wojsko zebrało się już w obozie. Jest tu też Czarodziej. Wyruszamy za chwilę…

Wpis z dnia 14. Sierpnia 3003 roku. Późny wieczór.

Nie wierzę w to, co się dzieje…
Czarodziej użył Gromu. Zagrzmiał potężnie, metalicznie, niczym dźwięk stu galopujących po kamiennej posadzce koni. Ethelred się nie pojawił… Mag zdawał się przeczuwać, co się stało, wyszliśmy za jego przewodnictwem naprzeciw oczekiwanemu Rohańczykowi. Zastaliśmy go martwego pod drzewem. Przy jego ciele leżała bardzo stara wiadomość napisana przez Beorengara.
Dowiedzieliśmy się, że wcale nie chodzi o Pas, a o Młot Thorina Wspaniałego. Artefakt z kolei skojarzył się nam z Bronionaprawcą – Moradinem, zamieszkującym ten las. Ku niemu skierowaliśmy swoje następne kroki. Po krótkim dochodzeniu uznaliśmy niewinność Kowala w zabójstwie Ethelreda, o które podejrzany był teraz każdy. Będąc pijanym Bronionaprawca poprzedniego dnia zgubił swoje narzędzie… Poszukiwania nie należały do trudnych. Odnalazłem Młot w zaroślach w okolicy Drzewa Wiedzy. Nie próbowałem ukryć go przed znajomym Elfem, który wraz z patrolem prędko nas odnalazł.  Teraz już pewne było, że jest to zagubiona część zestawu. Skierowaliśmy swe kroki w kierunku miejsca, w którym spotkaliśmy Moradina. Tam miała się odbyć narada. Na rzeczy było ustalenie, która ze stron dostanie Młot. Pojawił się Nazgul… Król Morgulu, najpotężniejszy z Dziewięciu… Pewnym było, że nie skończy się na obradach. Jeździec nakazał Wolnym Plemionom zwrócenie wszystkich posiadanych przez nie Pierścieni, w zamian za możliwość „uczciwej” walki o Młot… W innym wypadku moglibyśmy ich zmiażdżyć, mieliśmy znaczną przewagę liczebną. A nad nami stał Czarny Jeździec. Elfowie jednak nie chcieli się zgodzić na ten układ, wiedziałem, że za chwilę stanę naprzeciw tym, którzy wcześniej kilkakrotnie uratowali moich ludzi i mnie. Dobyłem miecza. Zbliżyłem się do Nazgula i oddziału Wolnych Plemion. Tamci zaczęli obrady, a ja zdałem raport Ulairi. Usłyszałem przerażający głos Upiora… „Vilimie… I tak zawiodłeś!”. Po czym zadał mi okropny ból, skronie pękały od napięcia skóry i żył… Padłem na ziemię, zobaczyłem tylko wzrok zaprzyjaźnionego Elfa… Te oczy mogły wyrażać tylko jedno – Przecież nie musisz tak żyć… I wtedy oddał Pierścień w ręce Nazgula. Ból zmalał i udałem się w stronę swoich ludzi… Zasady gry były proste… trzy Flagi, trzy obozy, trzy walczące strony i trzy partie. Ośmiu żołnieży w każdej frakcji. Naszym zadaniem było przejąć sztandary przeciwnika i donieść je do swojego obozu, nie pozwalając jednocześnie na kradzież swojej flagi.
Grę wygrali Korsarze. Jednak moja wściekłość nie pozwoliła na pogodzenie się z takim obrotem spraw… Wynik oznaczał, że Młot trafi w ręce Saurona – tak jak być powinno. Nie ufam jednak Kapitanowi. „Ludy Wschodu! Wolne Plemiona! Do mnie! Razem zgładźmy te umbarskie ścierwa!” – to były moje słowa. Nie wszyscy posłuchali, ze mną pobiegła jednak znaczna większość, Wódz Rohańczyków, Najemnik Thalion, Elfka z Mrocznej Puszczy i wielu z moich żołnierzy. Niektórzy z Haradrimów uznali mnie za wroga i walczyli ramię w ramię z Korsarzami. Młot jednak przepadł… Korsarze wycofali się i zdawali wciąż rosnąć w siłę, nas była już zaledwie garstka… Plemiona Wschodu, które wsparły mnie w tym zrywie oddaliły się, zmierzały w stronę obozu Sił Ciemności. Ja zostałem. Emocje opadały i powoli uświadamiałem sobie swoje czyny. Nie wiedziałem, czy mogłem powrócić. Udałem się do samotni. I tam spędziłem czas do zmierzchu.
Spotkał mnie tam. Zdradził swoje i w ten sposób także moje plany. Wiedziałem, czym grozi odmowa.
Nic więcej nie mogę napisać.
Udałem się w stronę obozu Wolnych Plemion. Przywitanie Elfów było ciepłe, nie mogę jednak tego samego powiedzieć o ludziach. Zostałem zaproszony na wiec w lesie, któremu miał przewodzić Mulirandir Thalion. Nigdy nie wyzbędę się nienawiści do niego. Dowiedziałem się, że Siły Ciemności udały się na Wschód, do Mordoru. Zostawili mnie… Tak…
Zaczął się nowy rozdział tej opowieści.

 

Vilim z Haradu