Część I – ,,Rozkaz!”

Ściana wody szumiała za plecami strażnika, światło przedzierało się przez wartki strumień oświetlając cześć ukrytego przejścia. Mężczyzna ostrożnie stąpał po wilgotnych kamieniach, kierując swoje kroki w kierunku wrót. Kiedy zbliżył się do drzwi, wąska zasuwka przesunęła się z chrobotem. W szparze pojawiła się para czujnych oczy, po czym znikły za żelazną płytą. Rozległ się chrzest klucza w solidnym zamku i wrota z zaczęły się otwierać ujawniając tajemnicze przejście w trzewia wzgórza.

Za drzwiami stał niski mężczyzna o mocno posiwiały włosach. Uśmiechnął się do wędrowca i uścisną go, gdy ten tylko przekroczył próg. Zamienili ze sobą kilka zdań na tylko sobie znane tematy i wędrowiec ruszył dalej.

Ściany wąskiego korytarza były nierówne i chropowate, co świadczyło o tym, że matka natura włożyła wiele pracy w stworzenie tego miejsca. Posadzka tunelu za to była wykonana z równo ułożonych desek, widać ludzkie umysł wolały poprawić naturę i zmienić ją w bardziej użyteczne i wygodne miejsce. W żelaznych uchwytach paliły się pochodnie oświetlając korytarz ciepłym światłem.

Nieznajomy dotarł do miejsca w którym przejście się rozszerzało do tego stopnia, że sześciu rosłych mężczyzn mogłoby iść ramie w ramię. Po obu stronach stały ustawione w rzędach piętrowe prycze. Na kilku z nich siedzieli lub spali mężczyźni. Niektóry pozdrawiali strażnika pozdrowieniami, który ten odwzajemniał. Na drugim końcu przejścia sypialnianego znajdował się komnata dowódcy.

Sala kapitana służyła jako gabinet oraz cześć magazynowa dla bardziej cennych zapasów. Strażnik wszedł do środka i ujrzała dowódcę siedzącego przy biurku. Staruszek, jak go troskliwie nazywali pozostali członkowie załogi siedział pochylony nad jakimiś pergaminami.

- Witaj, Arvinionie – powiedział dowódca nie odrywając wzroku znad dokumentu.

- Witaj, kapitanie – rzekł strażnik zdejmując tobołek z pleców – przyszedłem zdać raport z mojego zwiadu.

- Zatem słucham – dowódca spojrzał na strażnika swoimi przenikliwymi oczami.

- Tak jest. Zgodnie z pańskim poleceniem udałem się na wschód i patrolowałem granice wzdłuż Gór Cienia. Przez pierwszy tydzień nie na trafiłem na żadne niepokojące ślady. Ósmego dnia znalazłem ślady niewielkiego oddziału orków, dwanaście blach. Udałem się ich tropem. Po dwóch dniach udało mi się ich dogonić niedaleko Imlad Morgul – strażnik zamilkł na myśl o Dolinie Złych Czarów – Postanowiłem ich chwilę poobserwować. Różnili się od wszystkich Orków, których wcześniej widywałem. Mieli zupełnie inne symbole na tarczach.  Wyglądali na takich, który przybyli z północy. Po dwóch dniach zniknęli za wejściem do doliny.

- Ciekawa to nowina. Czy coś jeszcze się wydarzyło?

- Nie, panie kapitanie. Po tym zajściu postanowiłem wracać, zgodnie z rozkazami, które otrzymałem.

- Usiądź – wskazał niski stołeczek – Dobrze się spisałeś. Jesteś już kolejnym, który mówi mi, że widział orków z nieznanymi mu symbolami na tarczach. Możesz mi narysować ten symbol  - podał strażnikowi pergamin i kawałek węgla – Będę miał dla ciebie kolejne zadanie.

- Jakież to zadanie?

- Misja jest prosta. Będziesz eskortował jednego z nowych, aż do Bezpiecznej Ścieżki. Potem przekażesz mu rozkazy i wrócisz do nas. Miłościwie nam panujący namiestnik Denetor postanowił sprowadzić w nasze okolice silną grupę, której zadaniem będzie odnowienie oraz umocnienie baszt strażniczych na północy – podniósł pergamin na który widniała namiestnicza pieczęć z biurka – Namiestnikowi udało się nakłonić do współpracy krasnoludy, elfy, rohirimów, a nawet kilku Dunedainów. Zadaniem młodego jest przyprowadzić to tą grupę oraz dostarczenie listy potrzebnych nam zapasów. W pierwszej kolejność niech uda się do punktu zaopatrzenia i niech przekaże listę. Następnie uda się na miejsce spotkania z przedstawicielami Wolnych Plemion. Wszystko jasne?

- Tak, panie kapitanie.

- Doskonale, teraz idź odpocznij. Liczę na to, że pojutrze o świcie wyruszycie.

Strażnik wstał i skłonił się, po czym poszedł do przejścia sypialnianego. Położył swój cały dobytek przy jednej z wolnych prycz, ściągnął buty i wyciągnął się na łóżku. Sen przyszedł do niego szybko jak do każdego kto nauczył się spać w dziczy.